Kliknij tutaj --> 🐚 ukryte skarby w domach poniemieckich
20 domów, które skrywają jakąś tajemnicę. Kupując dom, nie zapomnijcie bardzo dokładnie zapoznać się ze wszystkimi jego zakamarkami. Po kupnie może już być za późno, a niespodzianka może wprawić w osłupienie. #1. "Kupiłem dom z ukrytą piwnicą, dowiedziałem się o tym, kiedy zaparkowałem nad nią mój autobus". #2.
Strona 2 z 5 - Odnośnie Bursztynowej Komnaty dodam coś od siebie, jestem z Elbląga ale regularnie w Pasłęku się pojawiam.Na oficjalnej stronie miasta Pasłęka - www.paslek.pl znajdziemy między innymi takie informacje:Śladem wskazującym na obszar wokół Pasłęka jako miejsca ukrycia Bursztynowej Komnaty, jest list dr. Rhode królewieckiego opiekuna cennego zabytku do Aleksandra
Tajemnicze zjawy, białe damy, zaklęte księżniczki, zabłąkane duchy, ukryte skarby i podstępne demony czają się we wszystkich regionach naszego kraju. Z każdą tego typu opowieścią wiąże się zaś niezwykła historia, która zapadła w pamięć naszych przodków, była przekazywana kolejnym pokoleniom i przetrwała do dziś mimo
Ruth Eldar opublikowała napisany w języku polskim zbiór wierszy i opowiadań pt. Wstrząsnąć filarami Świątyni, w którym opisała ludzi, których znała i którzy odegrali w jej życiu ważną rolę. Autorka próbuje pokazać, że tragedia Holocaustu nie była bezimienna. W 2014 roku miała miejsce publikacja jej książki Ukryte Skarby
Wybierz się więc prosto do Amsterdamu na wspaniałą jednodniową wycieczkę lub weekendowy wyjazd! 1. Zacznij swój dzień w Amsterdamie od Domu Rembrandta. Obok Vermeera, Rubensa i van Gogha Rembrandt należy on do grona wyjątkowo utalentowanych malarzy holenderskich.
Site De Rencontre Totalement Gratuit Et Non Payant. Plany poszukiwań "złotego pociągu" Pawel Relikowski / Polska PressDolny Śląsk jest regionem, w którym od lat szuka się ukrytych przez Niemców w czasie II wojny światowej skarbów i dóbr kultury na czele z Bursztynową Komnatą. Hitlerowcy zwozili tu to, co zrabowali w Polsce, na Ukrainie i w Rosji, ale starali się też ukryć prywatne kolekcje. Wielu cennych dzieła sztuki nie odnaleziono do dzisiaj. Szuka się też tzw. wrocławskiego złota - depozytu mieszkańców Festung Breslau. Złoty pociąg - bez względu na to czy zostanie odnaleziony czy nie - zdjął z Wałbrzycha odium skojarzeń z biedaszybami. Skojarzeń, które wbrew pozorom nie pojawiły się wraz z upadkiem tutejszych kopalń węgla kamiennego. O biedzie Wałbrzycha pisali też koledzy Helmutha Jamesa von Moltke, jednej z czołowych postaci antyhitlerowskiego Kręgu z Krzyżowej. Z nędzą, jaką dzisiaj znamy z opisów Emila Zoli, zderzyli się po I wojnie światowej, kiedy w wąskiej grupie studentów i intelektualistów zastanawiali się, jak zreformować Niemcy, by były lepsze. Od wtorku Wałbrzych na całym świecie jest kojarzony jako miasto, gdzie może być ukryty „złoty pociąg” nazistów z bezcennymi skarbami. Ale tak po prawdzie, to cały Dolny Śląsk jest miejscem ważnym dla każdego poszukiwacza skarbów. W 1944 roku kiedy płonęła Warszawa, do niemieckiego Breslau dopiero dochodziły ponure odgłosy frontu. Nic dziwnego, że to na Dolny Śląsk zwożono z Generalnej Guberni zrabowane obrazy, meble, rzeźby czy kosztowności. Tutejsze góry, a szczególnie sztolnie wybudowane przez więźniów obozu Gross Rosen, którego filie stniały niemalże w każdy większym mieście, do dzisiaj kryją w sobie więcej pytań niż odpowiedzi. I wciąż odkrywane są nowe korytarze choćby kompleksu „Rhiese”, czyli „Olbrzym”. Günther Grundmann, urodzony w mieście Hirschberg, czyli w Jeleniej Górze, historyk sztuki, malarz i konserwator zabytków na rok przed przejęciem przez Adolfa Hitlera władzy w Niemczech został prowincjonalnym Konserwatorem Zabytków Dolnego Śląska i był nim aż do końca wojny. Zmarł w 1976 roku, mając 84 lata, w Hamburgu, gdzie od 1950 roku był Krajowym Konserwatorem Zabytków Wolnego Miasta... CZYTAJ TAKŻE: Oto, ile kosztuje szukanie złotego pociągu. Kto za to płaci?Pan profesor z racji funkcji wiedział, co kryją właściciele pałaców i zamków, których na Dolnym Śląsku było naprawdę dużo (dość uświadomić niezorientowanych, że w samej Dolinie Ogrodów i Pałaców, czyli w Kotlinie Jeleniogórskiej, jest ich więcej niż w Dolinie Loary) - wysłał listy do prywatnych kolekcjonerów z prośbą o podanie szczegółów dotyczących ich zbiorów i wyszczególnienie dzieł, które ich zdaniem należy zabezpieczyć przed zniszczeniem. Na 250 wysłanych próśb przyszło ponad 160 odpowiedzi. Kolekcjonerzy wytypowali 552 obrazy, 90 rzeźb, 373 meble, grafiki i kilka tysięcy przedmiotów rzemieślniczych. I kiedy stało się jasne, że tylko Wunderwaffe może zmienić losy wojny rozpętanej przez Hitlera 1 września 1939 roku, Günther Grundmann uznał, że bezcenne rzeźby, obrazy, kosztowności, meble należy ukryć. Skrytka, wódka i Rosjanie„Wyruszyliśmy z Warszawy ciężarówką, zaopatrzeni w kilka skrzyń nie pieniędzy, ale alkoholu - nie dla własnego użytku. Wiadomo było, że to najpewniejszy środek płatniczy załatwiający np. tak ważne dla nas zaopatrzenie w benzynę. Poza tym mięliśmy przepustkę na tereny, na które nie wolno było wyjeżdżać. To wszystko. Nasza właściwą bazą były Katowice. Jechaliśmy na Śląsk, przede wszystkim do Świdnicy. Było to duże centrum niemieckie, a od kolejarzy mięliśmy wiadomości, że pociągi dochodziły właśnie do Świdnicy i tam były rozładowywane” - wspominał profesor Jan Zachwatowicz, generalny konserwator zabytków w latach 1945-1957, uczestnik ekspedycji kierowanej przez profesora Stanisława Lorentza. Specjalna grupa, jeszcze przed kapitulacją III Rzeszy, ruszyła za frontem, by ratować to, z Polski wywieźli Niemcy. Również przed Armią Czerwoną. Bo na Dolnym Śląsku Niemcy ukryli dzieła zrabowane w początkach wojny i te, które kradli w czasie powstania Świdnicy polska ekspedycja odnalazła magazyny, w których miały być ukryte dzieła sztuki. Ale w tych magazynach byli też Rosjanie, więc profesor Zachwatowicz jako argumentu w rozmowach z nimi użył skrzynkę wódki. Alkohol rzeczywiście rozwiązał języki i przy okazji otworzył drzwi, ale okazało się, że w magazynach są tylko ubrania - III Rzesza nie gardziła bowiem żadnym łupem. Polacy nawet nie kryli zawodu, ale wtedy jeden z oficerów przyprowadził im niemieckiego magazyniera, siedzącego u nich pod kluczem. Jakich użyto argumentów, nie wiadomo, ale faktem jest, że Niemiec najpierw przekonywał, że nie ma zielonego pojęcia o jakichkolwiek dziełach sztuki, ostatecznie jednak ujawnił miejsce ukrycia ksiąg magazynowych. „1. Adelsdorf koło Goldbergu - podobno w starym spichrzu: rękopisy Ossolineum i kilkaset skrzyń książek z Biblioteki Jagiellońskiej; 2. Seichau, powiat Jaworze (Jauer) - w zamku Richthoffenów: zbiory z Wawelu, Muzeum Czartoryskich i inne; 3. Warmbrunn koło Jeleniej Góry (Hirschberg) - w zamku Schafgotschów: zbiory Muzeum Narodowego w Warszawie, podobno 3 czy 5 wagonów kolejowych; 4. Bauten w zakładzie karnym: archiwalia z Warszawy; 5. Kuhnau koło Wrocławia - zbiory Muzeum Narodowego w Warszawie i inne; 6. Świdnica - zbiory z Warszawy” - to tylko część zapisów z owych ksiąg, które jak wspominał profesor Zachwatowicz, okazały się dla polskiej ekspedycji bezcenne. Na liście (która kończy się na 21 czerwca 1944) znajdowało się około 80 miejsc na terenie Dolnego Śląska - kościołów, pałaców, piwnic, sztolni, wyrobisk i innych obiektów. najprawdopodobniej jednak Grundmann wyznaczył kolejnych 100 miejsc, które do tej listy nie zostały już dopisane.
Geocaching Warszawa. Zabaw się w poszukiwacza skarbów. Wszystko dzięki aplikacji [ZA DARMO] Wyobraźcie sobie, że przechadzacie się po Warszawie a wokół was kryje się mnóstwo skarbów. Ich odszukanie zapewni aplikacja Geocaching, która podbija cały... 7 października 2018, 8:30 Zdjęcia, które zabiorą Was "na drugą stronę". Zobaczcie niezwykłą sztuczkę [ZDJĘCIA] To nie przeróbka, a jedynie sprytne zastosowanie luster. Użytkownik Instagrama The Reflectionist przedstawia wspaniałe widoki, które są ukryte w lustrze. Wydaje... 22 marca 2017, 16:48 Ciekawostki filmowe: wiadomości ukryte w filmach Produkcja filmów często wiąże się z niespodziankami ze strony twórców. Czasem umieszczają w nich odniesienia do swoich poprzednich dzieł, a czasem ukryty... 6 listopada 2015, 19:12 Geocaching - poszukaj skarbów w Warszawie Marzysz o poszukiwaniu skarbów i chcesz lepiej poznać Warszawę? Geocaching to coś dla Ciebie! 30 stycznia 2013, 17:06
Warto przedzierać się przez las, widoki są niezapomniane Indiana Jones szukał zaginionej arki, Pan Samochodzik wziął na celownik skarb templariuszy. Ich przygody śledziliście z zapartym tchem marząc, by też przeżyć podobną? Skarby czekają na odkrycie, a my wiemy gdzie są. Macie ochotę je odszukać? Przyroda i zabytki zachwycą WasOkolice Grzmięcy - do niektórych skrzynek dojście nie jest łatweOkolice Grzmięcy - do niektórych skrzynek dojście nie jest łatweJubileusz poszukiwaczyW maju minęło pięć lat od uruchomienia strony z namiarami na skarby. W tym czasie zarejestrowanych zostało blisko 14 tys. skrzynek, w tym ok. 10 tys. jest aktywnych. W Polsce zarejestrowanych jest ok. 10 tys. się wysokie buty, saperka, gps, środek na komary i trochę wolnego czasu. Naszym celem są skrzynki (kesze), w których możemy znaleźć m. in. krety. Bez obaw, nie te znienawidzone przez amatorów pięknych, przydomowych ogródków. Nasze krety a właściwie geo-krety to jedne z licznych skarbów zgromadzonych w skrzynkach. Podstawową zawartością każdej skrzynki jest logbook książeczka przypisana każdej ze skrzynek. By nasza wyprawa mogła się rozpocząć zacznijmy jednak od początku. Od rejestracji na stronie Właśnie tam znajdziemy namiary na skrzynki, które zlokalizowane są w różnych zakątkach świata, Polski, województwa kujawsko-pomorskiego. Każdy użytkownik może wybrać sobie dowolne cele. Po niektóre skarby nie będziecie musieli daleko jechać. Kesze są ukryte niemalże w każdym mieście, wsi na terenie Polski. Z pewnością obok wielu z nich mogliście przechodzić, przejeżdżać nie mając pojęcia, że w ziemi, dziupli ukryte są "skarby". Można je znaleźć chociażby w parku Chopina, w okolicy ruin zamku, wieży bocianiej w Brodnicy, tuż przy Cytadeli i forcie Tarpno Grudziądzu. W Toruniu skrzynki są przy teatrze Horzycy, UMK, przy ul. Legionów albo Bema, a w Bydgoszczy szukać ich trzeba chociażby przy Katedrze św. Marcina i Mikołaja, w Myślęcinku, sanktuarium na piaskach. A w Golubiu-Dobrzyniu oczywiście tuż przy zamku. Tych, którzy nastawiają się na cenne przedmioty musimy rozczarować. Celem zabawy nie jest łatwy sposób na zarobek, a chęć zwiedzenia interesujących rejestracji na stronie wybieramy sobie cel - szukamy na mapie interesującą nas miejscowość i namiary na ukryte skrzynki. Przy większości opisów znajdziemy zdjęcia interesujących nas miejsc (często ułatwia to poszukiwania). Geo-krety do kolekcjiWarto przedzierać się przez las, widoki są niezapomnianeWarto przedzierać się przez las, widoki są niezapomnianeNa wycieczkę wybrałam się z trójką znajomych: Justyną, Markiem i Krzyśkiem. Z geocachingiem mieli styczność już W ciągu jednego popołudnia można znaleźć nawet kilka skarbów - mówi Krzysiek, jeden z poszukiwaczy. Wybraliśmy się w okolice Grzmięcy - nad jezioro Kochanka, do Kruszynek, Nielbarka. Wędrowaliśmy lasami. Uzbrojeni w nawigację. Miejscami trzeba było przedzierać się przez wysokie chaszcze, pokrzywy po No i te komary brzęczące nad uchem i nerwowe ich odganianie. Było sporo śmiechu i zabawy - dodaje Justyna. Nie zniechęciło nas to do poszukiwań. Gdy już byliśmy kilka metrów od celu zerknęliśmy na wydrukowane wcześniej z internetu zdjęcia z naszym celem. Zamiast rzucić się, by jak najszybciej ją znaleźć stanęliśmy jak wryci. Widok jaki rozpościerał się przed nami zapierał dech w piersiach. Byliśmy w miejscu nad jeziorem, tak spokojnym, cichym i pięknym, że aż trudno uwierzyć, że coś takiego istnieje. Gdy już napatrzyliśmy oczy wróciliśmy do poszukiwań. W końcu skarb był pod naszym nosem. Pierwszą skrzynkę znaleźliśmy tuż pod pniem drzewa. Była obłożona mchem. Pakunek był zakryty w dwa worki na śmieci. A w środku... :) zabawki z kinder-niespodzianek, długopis, i dwa geo-krety! To po nie najchętniej sięgają poszukiwacze. A nie są one dostępne we wszystkich warto je zabierać? - Każdy geo-kret ma przy sobie certyfikat - kartkę z danymi osoby, która go przekazała, specjalnym numerem identyfikacyjnym - dzięki niemu dowiemy się jaką drogę pokonał kret, w jakich miastach był - tłumaczy Marek. Nasz geo-kret znaleziony nad jeziorem przebył do tej pory 1211 kilometrów! Z Katowic powędrował w okolice Gorlic, później Woli Cieklińskiej, dalej do Gdyni, Spopotu, Olsztyna, później był w Ostrowie Mazowieckim, by trafić nad wspomniane wcześniej razie czeka na dalszą wędrówkę. - Gdy już znajdziemy skarb koniecznie wyjmijmy z niego "książeczkę", kartkę - na której są spisane dane wszystkich osób, które to miejsce odwiedziły i znalazły skarby. Wpisujemy datę i godzinę odwidzin, by inni wiedzieli kto i kiedy tu był. Ważne jest też zapisanie sobie tych informacji na oddzielnej kartce, by po powrocie do domu można było zamieścić te dane w internecie - mówi skrzynki można zabrać dowolny przedmiot - notując, co się zabrało i pozostawiając jakiś swój gadżet (monetę, zabawkę, kredkę, lakier do paznokci). Ważne, by był to niewielki drobiazg. Skrzynki są niewielkich rozmiarów. - Nie pakujmy do nich śmieci, papierków. Nie o to chodzi - przypomina. Po kolana w błociePo złożeniu wpisów i podmianie gadżetów paczuszkę trzeba starannie zapakować i odłożyć na miejsce. - I koniecznie zatrzeć ślady swojej obecności - śmieje się Marek. - Nie można ułatwiać innym odszukania skarbu. Wystarczy wziąć gałęzie i wycofując się spod skrzynki zatrzeć ślady wpisać dane kolejnej skrytki do nawigacji (uwierzcie, że ta którą dysponujecie w telefonie w zupełności wystarczy) i wędrować dalej. Do niektórych skrzynek nie jest wcale łatwo dotrzeć. - Wybraliśmy się do skrzynki "Tylko dla Dzika", okazało się, że jest ukryta w podmokłym terenie w środku lasu. Założyciel skrzynki ostrzegał, co prawda, że dostanie się do niej będzie utrudnione: Lepiej dobrze się przygotuj do poszukiwań. Buty na zmianę, skarpetki, dobra mapa. Metodą "na szybkiego" skarbu nie znajdziesz. Ukryłem go na mokradłach, w kryjówce utworzonej pomiędzy kilkoma złamanymi drzewkami. Udało mi się nie zmoczyć. GPS pomierzony wielokrotnie, ale było pochmurno więc możesz podesłać swój (to przykładaowy opis, jaki można znaleźć w interencie przy każdej ze skrzynek). Próbowaliśmy obejść teren, ale nogi grzęzły. Odpuściliśmy sobie, zakładając, że wrócimy w to miejsce za dzień, lub dwa zaopatrzeni w rybackie kalosze. O swoim niepowodzeniu napisaliśmy na forum na stronie. Dzień później znalazł się spryciarz, którzy wzbogacony o naszą wiedze wybrał się w to samo miejsce. Dotarł do celu i został nagrodzony śmieje się Krzysiek. Zdobył FTF-a (first to find certificate), czyli certyfikat dotarcia do skrzynki jako pierwszy. - Tak, ale pisał później, że miał nadzieję, że nie przyszło nam do głowy, by rano, przed nim wybrać się w to miejsce - śmieje się Marek. - Wiemy już, gdzie i w jakich warunkach ukryta jest skrzynka. Wrócimy do niej w innym terminie - Justyna nie ma wątpliwości. Zabawa wciągaKażdy, kto znajdzie dziesięć skrzynek i dokona wpisu w internecie i w lokbooku może sam zakładać skrzynki i rekomendować innym użytkownikom te, które sam W weekend wybieram się nad morze. Wydrukowałem kilka namiarów na skrzynki, które będziemy mijać jadąc do celu. Przy okazji zbierzemy parę skarbów, odwiedzimy kilka ciekawie zapowiadających się miejsc. Gdyby nie kesze pewnie nawet nie wiedzielibyśmy o nich. A tak - spędzimy czas dużo przyjemniej. Nie siedząc w domu przed to zabawa, do której można się przyłączyć w każdym momencie. I w dowolnej chiwli można zrezygnować, by wrócić po przerwie. Kto jednak raz zacznie nie będzie potrafił usiedzieć w miejscu:). Bierzecie udział w poszukiwaniach skarbów? Opiszcie swoje wędrówki. Czekamy na meile: [email protected] oraz wpisy na forum
Antiquary treasures on our shelves Jaka jest najstarsza książka w Twojej prywatnej bibliotece? Takie pytanie zadaliśmy miesiąc temu naszym uczniom, nauczycielom i rodzicom. Okazuje się, że mamy w naszym gronie wielu bibliofilów! Najstarszą książką okazała się być pozycja z 1809 roku „Barani kożuszek” I. Kraszewskiego. Pozostałe książkowe skarby właściciela są równie imponujące; „Dzieła Ignacego Krasickiego” z 1829 roku, „Nowe Studia Literackie” I. Kraszewskiego z 1843 roku i „Kształcenie woli” J. Payot z 1897 naszych nauczycieli, jak się okazało (i czego się spodziewaliśmy!), są kolekcjonerzy antykwarycznych wydań dzieł literatury pięknej w języku angielskim. Na domowych półkach naszych anglistów znaleźć można: „The Works” Williama Shakespeara wydane w Londynie w 1847 roku, piękne edynburskie wydanie dzieł Waltera Scotta z 1862 roku w 12 tomach (każdy z nich podpisany gęsim piórem (!) w 1869 roku przez pierwszego właściciela – Johna Nicholetts) i prawie 100-letnie wydanie dzieł Charlesa Dickensa w 16 tomach. Oprócz książek w języku angielskim znalazły się również niemiecka „Kirche und Kultur in Mittelalter” Gustava Schnürera wydana w Paderborn w 1927 roku i francuska „Jeanne D’Arc et sa mission nationale” opublikowana w Lille w 1892. Wśród bibliotecznych skarbów, których tytułami i zdjęciami podzieliliście się z nami, znalazły się: „Słownik polsko-łaciński i łacińsko-polski” W. Wróblewskiego i „Brewiarzyk tercjarski” – oba wydane w 1931 roku, „Konik Garbusek” Piotra Jerszowa w przekładzie Igora Sikiryckiego z 1956 roku, „Plastusiowy pamiętnik” Marii Kownackiej z 1958 i „Poezje” Z. Krasińskiego z 1907 książki w naszej szkolnej bibliotece to: „120 przygód Koziołka Matołka” K. Makuszyńskiego z 1957 roku, oraz słownik łacińsko-polski z 1936 lub 1938 posiadacie w domu starsze pozycje książkowe od tych pochodzących z XIX wieku, prosimy o zrobienie zdjęcia i wysłanie go na adres Pani Dagmary Burek – naszej bibliotekarki: @ What is the oldest book in your private library? We asked this question to our students, teachers and parents, and it turned out we have quite a number of bibliophiles in our ranks! The oldest book on your shelves turned out to be “Barani kożuszek” I. Kraszewskiego from 1809. Other books belonging to the same owner are equally impressive: “Dzieła Ignacego Krasickiego” from 1829, “Nowe Studia Literackie” by I. Kraszewski from 1843 and “Kształcenie woli” by J. Payot from our teachers, as it turned out (and as we anticipated!), we have collectors of antiquary editions of classical English literature. On the shelves of their private libraries we find: “The Works” by William Shakespeare published in London in 1847, a beautiful edition of Walter Scott’s works in 12-volumes published in Edinburgh in 1862 (each volume signed with a quill pen (!) in 1869 by the first owner – John Nicholetts) and almost a century old 16-volume edition of the complete works by Charles Dickens. Other foreign titles that you shared with us are: “Kirche und Kultur in Mittelalter” by Gustava Schnürer published in Paderborn in 1927 and “Jeanne D’Arc et sa mission nationale” published in Lille in 1892. Polish-Latin dictionary and a prayer book from 1931, classical tales for children: “Konik Garbusek” (1956 edition) and “Plastusiowy pamiętnik” (1956) as well as a collection of poems by Z. Krasiński (1907) are some other treasures on the shelves of our students, parents and teachers. The oldest books in our school library are: the classic children comic book “120 przygód Koziołka Matołka” by K. Makuszyński from 1957 and a Polish-Latin dictionary from 1936 or you have books older than those mentioned above, please take a photo and send it to our school librarian – Ms Dagmara Burek: @
Sobota, 25 marca 2017 (13:01) Odkryta w ubiegłym roku w Sokołowsku na Dolnym Śląsku "sztolnia Australijczyka" może kryć kolejne tajemnice. Istnieją przypuszczenia, że może być tylko przedsionkiem większego obiektu: odkryty korytarz kończy się nietypowym zawałem, a za nim mogą znajdować się kolejne tunele! W sobotę ruszył drugi etap poszukiwań, a w rozwiązaniu zagadki mają pomóc odwierty. Do tej pory w sztolni znaleziono przede wszystkim przedmioty codziennego użytku sprzed minimum 70 lat, z czasów II wojny światowej. Takie skarby odnaleziono w "sztolni Australijczyka" do tej pory /Fot. Grupa Eksploracyjna Miesięcznika "Odkrywca" /Materiały prasowe Ta historia zaczęła się w 2010 roku, gdy odebrałem telefon od dawnego mieszkańca Sokołowska, który od lat mieszka w Australii. Henryk Marek stwierdził, że wie, gdzie w okolicach jego rodzinnej miejscowości znajduje się jedna z poniemieckich sztolni, w której może być coś ukryte. Interesowała go legalna próba przeprowadzenia poszukiwań - opowiada Łukasz Orlicki z Grupy Eksploracyjnej Miesięcznika "Odkrywca", który koordynuje prace w Sokołowsku. Poszukiwania udało się zorganizować rok temu dzięki zaangażowaniu Grupy Poszukiwawczej "Riese", przychylnej postawie wojewódzkiego konserwatora zabytków i pomocy miesięcznika "Odkrywca". Takich historii o tym, że Niemcy mieli coś ukrywać pod ziemią pod koniec wojny w różnych miejscowościach na Dolnym Śląsku, znamy dziesiątki. W tym przypadku szybko przekonaliśmy się, że to nie jest typowa "skarbowa" legenda. W miejscu, które wskazał Henryk Marek, rzeczywiście znajdowała się zasypana sztolnia. Nikt się tego nie spodziewał - przyznaje Orlicki. Jak mówią poszukiwacze, korytarz został wydrążony w nietypowym miejscu, budzącym zdziwienie specjalistów od górnictwa czy podziemnych budowli z czasów II wojny światowej. Nikt wcześniej nie wierzył, że pod ziemią jest tunel. Wystarczyło jednak, że koparka wybrała zaledwie kilka łyżek ziemi ze wskazanego miejsca i oczom poszukiwaczy ukazała się wlot do wyrobiska. Sztolnia jest długa na blisko 21 metrów. W środku odnaleziono warstwę "śmieci" z czasów II wojny światowej. Były to stare bańki po farbach, wazony, fragmenty ceramiki, naczyń czy miski. Znaleziono także bardziej intrygujące przedmioty: znak tożsamości X Poznańskiego Pułku Ułanów z czasów I wojny światowej czy łuski od niemieckiego karabinu Mauser. Według pana Marka, w 1945 roku Sokołowsko miało być zajęte na kilka dni przez jedną z niemieckich jednostek. Wprowadzono godzinę policyjną, po osiemnastej mieszkańcy mieli pozostawać w domach. Wtedy to żołnierze mieli ukrywać w tej sztolni tajemniczy ładunek. By zamaskować te działania, sztolnia została nie tylko zasypana, ale miano również wrzucić do niej różnego rodzaju niepotrzebne przedmioty. Zwróciło naszą uwagę, iż "śmieci" nie zostały bezładnie porzucone w pobliżu wejścia, jak należałoby się spodziewać, ale rozłożono je równą warstwą na blisko piętnastu metrach. Jest to zastanawiające. Według Henryka Marka, na końcu znajduje się specjalnie spowodowany zawał, a za nim kryją się kolejne chodniki. Tam, jak twierdzi, zostały ukryte cenniejsze przedmioty - mówi Orlicki. Historia jest na tyle interesująca - i obiecująca - że zapadła decyzja, by przeprowadzić drugi etap prac. W projekt ponownie są zaangażowane Grupa Eksploracyjna Miesięcznika "Odkrywca" i Grupa Poszukiwawcza "Riese". Prace prowadzone są za zgodą konserwatora zabytków. W kilku wyznaczonych w pobliżu sztolni miejscach wykonane zostaną odwierty, które mają wskazać, czy pod ziemią znajdują się puste przestrzenie. (e)
ukryte skarby w domach poniemieckich